• Wpisów:15
  • Średnio co: 79 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:21
  • Licznik odwiedzin:1 806 / 1274 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hello :3
Nie wiem co ja wam tutaj mogę napisać...
Czytajcie ? xD
~~~
-Co dziś dobrego do jedzonka ?-uśmiechnął się Leo do cyklopa, który nie patrząc nawet na jedzenie nakładał wszystkim porządne łychy szarej papki.
-Tosty francuskie z jagodami.-prychnął potwór i z mało apetycznym PLASK ! dał Leo talerz pulpy.
-Jej stary. Gdzie uczyłeś się gotować ?-spytał syn Hefajstosa.
-NASTĘPNY !-ryknął jednooki zbywając pytania natrętnego herosa.
-Ale wszyscy mili.-mruknął siadając przy stole. Zachichotałam przypominając sobie scenę rozmowy Leo z przed kilku sekund.
-Przywykniesz.-rzucił Jack z nad talerza.
-Ziuuum, ziuuum !-bawiła się łyżką Sue.
-No jedz ładnie.-poprosił ją brat. Ja i Leo zaprzyjaźniliśmy się z tym rodzeństwem. Byli naprawdę mili. Nawet wahałam się czy nie podzielić się planem wtargnięcia dzisiejszej nocy do namiotu Luke 'a ale szybko pozbyłam się tej chęci.
Kiedy jedliśmy kolację do stołówki wkroczył nagle sam Luke. Herosi nie zwracali na niego większej uwagi, ale gdy walnął w blaszany kocioł drewnianą łyżką nastała cisza.
-Dziś wieczorem, w godzinach ciszy nocnej będzie przygotowany apel. Macie się na nim stawić. Bez wyjątków.-zakomunikował i zniknął w przejściu dla personelu. Leo cisnął łyżką w szarą papkę. Wiedziałam o co mu chodzi. Nasz plan runął w gruzach. Mieliśmy w czasie ciszy nocnej wymknąć się z namiotu, ale apel wszystko unicestwił.
-Coś się stało ?-spytała Sue odsuwając od siebie talerz.
-Nie. Nic się nie stało. Po prostu żołądek boli mnie od tych ich specjałów.-powiedział.
Po kolacji gdy wszyscy już zapchali się tekturowym jedzeniem, zaprowadzono nas do pracowni stolarskiej gdzie do apelu mieliśmy wyrabiać potrzebne części. Na szczęście na stanowisku znajdowaliśmy się tylko ja i Leo a więc mogliśmy swobodnie porozmawiać.
-Mam ochotę udusić wszystkich.-rzucił.
-Nie wydaje mi się żeby to było konieczne. Mówiłeś coś o Mgle, pamiętasz ?
-Pamiętam. Ale nie uda ci się zadziałać na tak dużą skale osób. Tylko sama Hekate by potrafiła.
-Spróbuje.
-Nie. Wykluczone. Możesz przez to umrzeć. Zużyjesz za dużo mocy. Nie pozwalam.
-Daj spokój. Kiedy ja będę używać tej ,,Magii,, ty czmychniesz do namiotu Luke 'a.
-NIE I KONIEC.-krzyknął Leo podrywając się z krzesła. Wytrzeszczyłam oczy. On widząc moje zdziwienie wziął głęboki oddech i usiadł z powrotem na krzesło.
-Nie chce żeby coś ci się stało.-wytłumaczył patrząc na mnie brązowymi oczami. Kiwnęłam głową. Ale w duchu mówiłam inaczej.
Dziś apel będzie miał trochę inną tematykę.
Mglistą tematykę.
~~~
Zuzeł tajemniczy ^w^
Czekajcie na następny rozdział ;D


/FantazyjnaZuza
 

 
Witajcie !
Ohh 20 dni mnie nie było... miejmy nadzieje że nie płakaliście xD
Nie no...
Nie przedłużam czytajcie

~~~
-Ruszajcie się !-krzyknęła Harpia i trzasnęła mnie w plecy biczem. Upadłam na piach nie mając już sił.
-Jak cię dorwę, to przerobie na pieczonego indyka.-rzuciłam próbując wstać. Leo podał mi rękę. On też był słaby ale troszczył się o mnie, jak tylko mógł. Przebywaliśmy tutaj od dwóch dni i nic nie wskazywało na to że jesteśmy w ,,bezpiecznym miejscu,, jak to mówił Luke.
Codziennie rano wędrowaliśmy do stołówki żeby zjeść ,,śniadanie,, złożone z suchego chleba i szarej papki oraz mętnej wody. Po mizernym posiłku, pomagaliśmy w pracach. Ostrzenie mieczy, przegląd zbroi. Ci szczęśliwsi herosi dostawali pracę w kuchni gdzie zmywali naczynia po posiłkach bestii. Najgorzej mieli jednak ci którzy pracowali w pocie czoła reperując pojazdy, maszyny oblężnicze oraz bojowe rydwany które ociekały rdzą.
-Gdybym tylko mógł wystrzelić jakąś kule ognia w tego kurczaka.-zgrzytał zębami Leo podnosząc z ziemi rozklekotane drewniane koło.
-Nie wiem co robić.-szepnęłam.-Bogowie od tamtej nocy nie dali mi żadnego znaku.
-Może czekają aż ty coś zrobisz ?
-Ale co ?-spytałam unikając wzroku Harpii która szukała jakiegoś nieszczęsnego niewolnika do trzaśnięcia biczem.
-Czekaj... mam plan.-wysapał Leo z pod rydwanu.-Podaj mi ten klucz.
-Plan ?-spytałam z nadzieją podając narzędzie.
-Chodź tutaj.-poprosił. Po chwili czołgania się byłam już koło Leo. Przekręcał jakąś śrubę w podwoziu.
-I co z tym planem ?
-Kiedy zrobi się ciemno, wymkniemy się z namiotu dla niewolników i odwiedzimy Luke 'a.
-Nie uda nam się. Przecież jesteśmy pod okiem strażników.
-Pomogę ci w manipulowaniu Mgłą.
-Mgła ? Co do tego ma jakaś Mgła ?
-Nie mam czasu na głębokie wyjaśnienia. Wiedz tylko że dzięki niej zwiedziemy strażników. Luke przecież od jakiegoś czasu wychodzi w nocy i wraca nad ranem z tym dziwacznym sługą.
-Bardzo zwariowany i niebezpieczny plan.
-Taki jak ja.-zaśmiał się Leo. Miałam ochotę go uściskać, ale nie mogłam. Podwozie rydwanu nie pozwalało na to. Za miast tego dałam mu całusa w policzek kiedy siłował się z metalową rurką. Popatrzył na mnie i zamrugał. W tedy jakiś dziwny, czarny płyn trysnął mu na koszulę i bandamkę oblewając przy tym twarz.
-Nie jest tutaj za romantycznie.-stwierdził Leo wycierając twarz rękawem.
-Mnie się podoba.-zaśmiałam się i pomogłam mu naprawić pękniętą rurę.
~~~
Czyżby Lucy poczuła coś do Leo ? xD
Gadam jak dziecko z telenoweli ;-;
Czekajcie na następny rozdział

/FantazyjnaZuza
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hejka :3
Trochę jestem zdołowana bo ostatnio w ogóle nie wchodzicie na mojego bloga
Czyżby was moje opowiadanka nie ciekawiły ?
~~~
Biegłam. Nawet nie wiem po czym. Wokół mnie była tylko ciemna pustka jakbym biegła po chodniku na niebie w nocy.
-Lucy.-zagrzmiał niski, przerażający głos gdzieś za mną. Serce łopotało tak że mogło zbudzić umarłego. Pomimo rozkrwawionej kostki i wielkiej rany w prawym boku uciekałam przed czymś. Lub kimś.
-Możesz się przebierać. Możesz zmieniać imię. Ale nigdy nie ukryjesz się przede mną.-wrzasnął ponownie.
-Odejdź !-krzyczałam w pustkę dookoła mnie. Przede mną gdzieś daleko paliło się kwadratowe światełko.
-Olimp nie może cię chronić. Nawet twoi przyjaciele ta cała siódemka herosów nie odwróci przeznaczenia.-ryknął. Oddychałam coraz szybciej.
-Odejdź...-powiedziałam i otworzyłam gwałtownie oczy. Rozejrzałam się dookoła. Nadal siedziałam w namiocie z porwanymi herosami.
-To tylko sen...-szepnęłam sama do siebie. Mogła być jakaś pierwsza w nocy. Spojrzałam w bok. Sue mała siostrzyczka Jack 'a spała na jego kolanach. Leo siedział ze skrzyżowanymi nogami koło mnie. Przechylał czasami głowę to na jedną stronę to na drugą stronę. Ruszał wargami jakby przez sen prowadził rozmowę.
-Cicho.-szepnął ktoś koło namiotu. To był Luke. Trzymał w ręku latarnię a jego cień widać było na ścianach namiotu.
-Dobrze panie, będę cicho jak mysz. Mmm.... zjadłbym mysz.-odparł chrapliwy głos. Do cienia Luke 'a przybliżyła się zgarbiona postać która ciągnęła za sobą długi ogon.
-Musimy omówić kilka spraw z Wielkim Panem.-rzucił beznamiętnie Luke.
-Och tak panie. Już się do tego zabieram.-wycharczała tajemnicza postać.
-Ale nie tutaj głupcze !-trzepnął go w głowę syn Hermesa.-Zajmiesz się wszystkim w moim gabinecie.
-Oczywiście. Jak sobie życzysz.-wychrypiał ten z ogonem gada. Luke oddalił się z latarnią. Światło zgasło i znów nastała cisza. Słychać było tylko równomierne oddychanie półbogów.
-Nie !-krzyknął Leo i dał mi z liścia w twarz.
-Ej.-syknęłam dotykając policzka.
-Wybacz.-przeprosił syn Hefajstosa.-Myślałem że jesteś smokiem.
-Taka brzydka jestem ?-zaśmiałam się cicho.
-Nie ! Jesteś przepiękna... to znaczy nie przypominasz smoka tylko...-pogubił się.
-Zrozumiałam. Miałeś sen.
-Tak.-odparł ucieszony zmianą tematu.-W tym śnie...-przerwał.-Nie możemy tutaj rozmawiać.
-Jasne. Porozmawiamy jutro. Zapewne będziemy pracować tutaj jako niewolnicy...
-Musimy znaleźć miejsce w którym możemy swobodnie rozmawiać.
-Nie wiem czy coś takiego znajdzie...-przerwałam. W mojej ręce pojawił się talizman. Ten sam który dała mi moja zastępcza matka. Zmieniał się za każdym razem kiedy się na niego patrzyło. Raz był to piorun, raz lira, raz łuk a innym razem sowa. Wszystkie atrybuty bogów.
-Nie jesteś sama.-powiedzieli wszyscy mieszkańcy olimpu na raz w mojej głowie.
-Słuchaj. Idźmy spać. Coś się wymyśli.-mrugnęłam do niego okiem. Obrócił się na bok.
~~~
Nie mam za bardzo weny także przepraszam za nudny rozdział.


/FantazyjnaZuza
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hello
Coraz częściej dodaje
Mmmm.... mam nadzieje że zadowoleni z tego ;D
~~~
Nawet nie zdałam sobie sprawy że zasnęłam. Tak dokładnie. Zasnęłam u boku najokrutniejszego pół-boga wieziona na powarkującym wozie.
Miłych snów !
Ale naprawdę. Moja głowa podskoczyła na jakimś wyboju i otworzyłam oczy. Miałam przed sobą obóz potworów.
Kiedyś kiedy razem z mamą (ohh jak to było dawno) udałam się do muzeum na cześć jakiś tam żołnierzy ujrzałam po raz pierwszy zdjęcia obozów koncentracyjnych. Ten tutaj był podobny. Co z tego że po pachy wypchany najróżniejszymi potworami.
-Jesteśmy na miejscu.-powiedział Luke i zatrzymał wóz. Zeskoczył ze zwinnością kota na trakt który przedzierał się przez środek tłumu potworów. Wtopił we mnie wyczekujące spojrzenie.
-Złazić.-jego głos brzmiał jak chlaśnięcie biczem. Spojrzałam najpierw na Leo. Jego oczy otworzyły się i ze strachem śledziły cyklopów lub inne bestie. Nie widziałam go tak przerażonego. To co tutaj zobaczył może nie było tak straszne jak czeluści Tartaru. Ale na pewno budzące lęk.
-Choć Rufi.-zaśmiałam się.
-Nie nazywaj mnie tak Alyss.-odparł Leo ale skinął głową. Zeskoczył z powozu jak ja, i stanęliśmy obok Luke 'a.
-No ruszać się.-warknął. Nie był już tym samym chłopakiem. Teraz tu w obozie musiał zyskiwać szacunek poprzez groźby. Podreptaliśmy za nim do niedużego namiotu zrobionego z dziurawego materiału.
-Włazić i siedzieć cicho.-rzucił i odwrócił się na pięcie. Oddalił się wrzeszcząc na jednego ze swoich sług.
-Pięknie. Nie zgadzałem się na biwak.-odparł Leo.
-Nie gadaj. Nigdy nie lubiłeś spać pod namiotem ?-zapytałam.
-Spać pod namiotem lubię.-powiedział.-Ale jak jest tak zatłoczony to dziękuje.-wskazał palcem na jego wnętrze. Zajrzałam do środka.
-Hello !-krzyknęła mi jakaś dziewczynka prosto przed twarzą.
-Sue. Siedź tutaj.-przywołał ją do porządku jakiś chłopak. Na oko po szesnastce. O rok starszy ode mnie.
-Witajcie... Nie znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego rodzeństwa ?-spytałam. Moje pytanie brzmiało równie głupio jak ,,Czy u mechanika można coś naprawić ?,,. Siedzieli tam skuleni nastolatkowie prawie włażąc sobie na głowę. Miejsca było mało tak że nawet mucha by się nie zmieściła.
-Em...-zaczęła ta sama dziewczynka Sue.-Możesz usiąść koło nas. Jack na pewno się zgodzi.-uśmiechnęła się. Mogła mieć jakieś siedem lat. Biedulka. W tak młodym wieku w takim miejscu.
-Mam jeszcze jedną osobę. L...-zawahałam się. Już chciałam powiedzieć ,,Leo,, ale szybko dokończyłam.-Leniuchu właź do środka !
-Idę już idę siostruś.-rzucił Leo. Po chwili oboje gnieździliśmy się obok Sue i Jack 'a. Siedmiolatka opowiadała o swoim domku dla lalek, i malutkim szczeniaczku którego zostawiła w domu. Serce mi zmiękło. Jack uśmiechał się słabo do swojej siostry. Jakby chciał ją zapewnić że do tego wszystkiego wrócą. Niestety nie był przekonany.
-SPAĆ !-wrzasnęła jakaś skrzydlata wiedźma za zasłoną namiotu. Wszyscy zmienili nieznacznie pozycje i zamknęli oczy. Sen to chyba było tutaj jedyne ciekawe zajęcie.
-Prawie jak biwak.-szepnęłam do siebie.
~~~
Nie długo kolejna część ;D
A teraz spadam skopać tyłki paru potworom ! xD


/FantazyjnaZuza
 

 
Siema !
Ostatnio mam przypływ weny i energii na pisanie dalszego rozdziału ;D

~~~
Wóz w mgnieniu oka przebył trasę dzielącą go od domku Halta. Luke zatrzymał powóz i zeskoczył na miękki piasek dokładnie tak jak kot. Kiedy się wyprostował w mojej duszy ktoś krzyknął. Dosłownie. Nigdy nie widziałam Luke 'a ale obiło mi się coś o uszy że nie był z niego miły typ. Teraz moje marne stwierdzenia się potwierdziły. Luke miał na twarzy szpetną ranę ciągnącą się po policzku. Wyprostował siyę i podszedł do nas. Kroczył dostojnie jakby był jakimś królem na balu.
-Co mu tu mamy ?-spytał.
-To są Alyss i Rufus.-rzucił ponuro Halt. Luke zmierzył nas wzorkiem. Na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.
-Czołem.-powiedział.-Z kąt przybywacie ?-spytał poprawiając włosy. Takiego pytania się spodziewałam, więc bez wahania odpowiedziałam :
-Uciekliśmy z Obozu Herosów. Razem z moim bratem...-pokazałam palcem na Leo, który załapał o co mi chodzi i potaknął.-Uciekliśmy dzisiaj rano. Nasz boski rodzic nie raczył ruszyć tyłka i nas uznać.-odparłam tak naburmuszona jak można tylko można. Przez twarz Luke 'a mignął jakiś cień zrozumienia i współczucia.
-Oh. To smutne. Ale mogę wam pomóc. Chodźcie ze mną.-powiedział i ruchem dłoni pokazał wóz czekający na odjazd.
-No nie wiem...-zaczął Leo.
-Mój brat zawsze był nie ufny.-objęłam niby-brata ramieniem.-Ale ja myślę że z ciebie miły chłopak.-mrugnęłam do niego zalotnie. Uśmiechnął się i zaprowadził nas do wozu.
-Alyss.-szepnął Halt. Dzięki bogom że użył mojego ściemnionego imienia.-Uważajcie na siebie.
-Nas się tak szybko nie pozbędziesz.-odszepnęłam i wyszczerzyłam zęby.
-No ruszajcie się !-krzyknął Luke. Wzięłam Leo za rękę i poszliśmy oboje zająć miejsce koło chłopaka z raną na policzku. Kiedy wóz ruszył Leo ścisnął mocniej moją dłoń. Popatrzył mi prosto w oczy przekazując bezgłośne ,,Powodzenia,,. Uśmiechnęłam się do niego.
-Luke gdzie jedziemy ?-spytałam.
-Do miejsca w którym będziecie bezpieczni.-odparł i szarpnął za wodze.
-Bezpieczni ?
-Oh tak. Bogowie to osoby którym nie wolno ufać.-odparł nie spuszczając wzroku z drogi. Uznał że na tym koniec pogawędki po zacisnął wargi. Wyjechaliśmy z jaskini w której mieścił się ,,Drugi Olimp,,. Zaskakujące jak szybko ten pojazd się przemieszczał. Coś we mnie krzyczało i nakazywało natychmiastową ucieczkę. Ale coś innego mówiło że to jedyna rzecz jaką teraz mogę zrobić. Źle czy dobrze, dobrze czy źle ? Nie miałam pojęcia jak postąpiłam. Wiedziałam tylko jedno.
Teraz już nie ma odwrotu.
~~~
Ja taka tajemnicza *u* xD
Czekajcie na następną część

/Córka Zeusa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie !
Po niecałym tygodniu braku weny nareszcie wracam
~~~
-Lucy...-powiedział Leo siadając koło mnie na schodkach ganku. Właśnie wrócił z Haltem ponieważ bóg Zwiadowców kazał Percy 'emu i Annabeth na czas kiedy Luke nie odejdzie ukryć się na strychu. Na szybko kreśliłam w głowie plan działania.
-Lucy.-powtórzył już trochę głośniej Leo. Odwróciłam głowę w jego stronę. Spojrzał na mnie tymi swoimi brązowymi oczami.
-Wybacz.-powiedziałam.
-Wszystko w porządku ?-spytał spoglądając ukradkiem na zakapturzoną postać która stała za nami.
-Chciałeś raczej powiedzieć czy masz jakiś plan.-powiedział Halt.
-Nie. Wcale nie chciałem.-odparł urażony Leo.
-Nie ? A to ciekawe. Lepiej oczywiście zapytać się jak się czujesz , ale i tak wiesz że jesteście oboje w niebezpiecznej sytuacji i bez planu możecie zginąć. Ale oczywiście pytaj się dalej czy wszystko w porządku.
-Halcie.-zaczęłam.-Mam plan. Nie dręcz nieszczęśnika bo jest zestresowany.
-A ty nie jesteś ?-spytał syn Hefajstosa.
-Owszem jestem... Ale nie czas teraz na strach. Trzeba przygotować się na spotkanie z Lukiem. Od teraz jesteś Rufus.-powiedziałam a on zrobił zdziwioną minę. Halt jakby przysunął się bliżej żeby móc lepiej słyszeć.
-To część planu. Od teraz nie możemy mówić do siebie po imieniu. Tam gdzie nas zabierają mogą być osoby które cię znają. Na wszelki wypadek też zmienię imię.
-Alyss.-powiedział starzec.
-Może być Alyss.-wzruszyłam ramionami.-Tak czy inaczej jesteś Rufus a ja Alyss. Hm...-dotknęłam jego włosów.-Przydało by się zrobić coś żeby... Ah ! Halcie , nie masz przypadkiem jakiegoś materiału najlepiej o takiego na długość.-rozłożyłam ręce żeby podać przybliżone wymiary. Starzec wszedł do chaty po czym wyszedł z niej równie szybko. Podał mi ciemno-zielony kawałek chusty. Zawiązałam ją na głowie Leo jak wiąże się bandamki. Wyglądał trochę inaczej niż zwykle.
-Po co to wszystko ?-spytał.
-Nic nie rozumiesz ? Nie mogą cię rozpoznać. Działamy jak szpiedzy.
-A ty ?-wskazał palcem na mnie. Przez chwilę milczałam. Nagle mnie oświeciło. ,,Afrodyto ?,,-pomyślałam.-,,Mogła byś zmienić mój wygląd ? Tylko proszę nie tak bardzo. I bez różu !,,-dodałam szybko.
-Lucy... Wyglądasz.... inaczej...-wycharczał zdziwiony Leo. Rzeczywiście. Moje proste blond włosy zastąpiły lekko kręcone i brązowe. Ubrana byłam inaczej. Za miast obszernej koszulki miałam niebieski T-shirt z napisem ,,Wszyscy chłopcy mnie kochają,,. Moje znoszone dżinsy odeszły , a na ich miejscu pojawiły się czarne krótkie spodenki.
-Afrodyto nie chodziło mi o to !-krzyknęłam.
-Zamknijcie się.-skarcił nas Halt.-Już jedzie.-wskazał palcem na mały kryty wóz. Bogowie omijali go gdy tylko jakaś bestia ze środka zawyła albo zawarczała. Tym powozem śmierci kierował...
Luke.
~~~
Wiem długi rozdział ale jak pisać to pisać

/FantazyjnaZuza
 

 
Siemaneczko ^www^
Ha , ha tyle razy pisaliście mi że znaki interpunkcyjne u mnie leżą i nie żyją. Mam lekkie ADHD chyba ;-;
Nie no przepraszam was bardzo za to ale ja temu nie umiem zaradzić ! Wiem jestem B.E.Z.N.A.D.Z.I.E.J.N.A
Wybaczcie za to ale chyba wynajmę sobie prywatną korektę xD


/Fantazyjna Zuza
  • awatar Dziewczy(n)ka w Glanach: Nie jesteś beznadziejną piarką, po prostu robisz błędy ;>. "Prywatna korekta" to nic dziwnego, wielu autorów FF ma bety, czyli osoby które sprawdzają ich teksty. Jeśli chcesz, możemy o tym pogadać na PW, mogę Ci pomóc :>.
  • awatar Forever with dogs ♥: Wcale nie jesteś beznadziejną pisarką! :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć !
Proszę o przebaczenie za głupie porzucenie bloga
Jedziemy z rozdziałem !
~~~
Po bardzo długiej i cichej drodze dotarliśmy do wielkiej jaskini która mogła pomieścić cały stadion narodowy. W jej ogromnych ścianach wydrążone były dziury w których płonęło tęczowe światło. Jaskinia była usiana małymi domkami , licznymi namiotami i co mnie zdziwiło bogami.
-Jesteśmy na miejscu.-powiedział Halt zdejmując obszerny kaptur.
-O bogowie.-powiedziała Annabeth.-To miejsce jest niesamowite.
-Myślę że mógłbym zainstalować tutaj małą fontannę a tam...-zaczął Leo drapiąc się po brodzie ale gdy dotknęłam jego ramienia ucichł natychmiast. Spojrzał na gburowate oblicze Halta. Bóg Zwiadowców obejrzał go od stóp do głów.
-Złota rączka ?-zapytał wreszcie.
-Jaka złota rączka!-oburzył się Leo.-Jestem synem Hefajstosa.
-Aha. Bardzo interesujące.-powiedział bez emocji , po czym ruszył dalej drogą. Doszliśmy do malutkiej chatki zrobionej na szybko z drewna. Leo miał już ją skrytykować ale ścisnęłam mu dłoń.
-Daj spokój.-szepnęłam. Halt pchnął drzwi i mruknięciem zaprosił nas do środka. Wnętrze chaty było ubogie , jakby mieszkał tam chłop ze średniowiecza. Łóżko , dębowy stół na środku pokoju , kilka krzeseł , palenisko. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz. Bóg Zwiadowców nie zdjął kołczanu pełnego strzał z pleców ani nie odłożył łuku. Miał go cały czas w gotowości. Pstryknął palcem a na stole pojawiły się pięć kubków z ziołową herbatą.
-Co was sprowadza do nas ?-spytał siadając.
-Dziwne zapadnięcie się pod ziemie.-rzucił Percy biorąc do ręki kubek.
-A tak bardzo dużo... em jak wy się nazywacie w ogóle?
-Herosi.-podpowiedziałam.
-No właśnie tak. Bardzo dużo herosów ostatnio ląduje tutaj u nas. Potem zabiera ich jakiś chłopiec. Dziwne jak on mówił że ma na imię... Luce ?
-Luke.-powiedziała Annabeth i zaczęła dygotać na całym ciele. Percy objął ją ramieniem i przytulił.
-Pytaliście się go dlaczego to robi ?-spytałam.
-Nie. Niektórzy z nas mówili coś o jakiejś bitwie. Luke rekrutuje herosów do jakiś tam swoich celów. Nie zaprzątamy sobie tym głowy , bo i tam nikogo nie interesujemy. Po prostu Luke wchodzi ze swoimi potworami , zabiera ich , i wychodzi.
-Czy te zabieranie jest regularne? O tej samej porze dnia , codziennie , co tydzień?-spytałam. Podrapał się po siwych włosach.
-Codziennie przychodzi by sprawdzić czy jacyś herosi są. Robi to w południe.-odparł. Przyglądał mi się badawczo. Jego oczy rozbłysły na ułamek sekundy ale potem znów przybrał obojętną postawę. Najwyraźniej zauważyłam to tylko ja.
-Luke przybędzie dziś po nas.-powiedziałam do przyjaciół.
-Co zrobimy?-zapytał Leo.
-Hmm...-zamyśliłam się.-Percy i Annabeth zostaną tutaj. Luke ich rozpozna dlatego nie możemy ryzykować. Ja i Leo dobrowolnie oddamy się w jego ręce. Sprawdzimy co kombinuje.
-Co ?!-ożywiła się córka Ateny.-Nie możesz ! Nie wiesz jaką posiadasz moc ! Zabije cię od razu !
-Nie. To was zabije od razu.-powiedziałam.-Zna was. Mnie i Leo nigdy nie widział na oczy. Spokojnie damy sobie radę.
-Halcie , czy Annabeth i Percy będą mogli tutaj zostać na czas kiedy nie przybędziemy?-spytał Leo.
-Jeśli przybędziecie.-dorzucił Halt.-Ale... myślę że mógłbym się zgodzić.
-Ile mamy czasu do południa?-zapytał Percy. Bóg Zwiadowców spojrzał na zegar.
-Pięć minut.-odparł obojętnie.
~~~
Kolejna część już niedługo!

/Fantazyjna Zuza
  • awatar Dziewczy(n)ka w Glanach: Rozdział nie jest zły, ale nie byłabym sobą, gdybym nie doczepiła się do kilku rzeczy: 1. Luke zginął przed tym, kiedy Leo dowiedziasł się, że jest herosem. 2. Stylistyka kochana! - nie powtarzaj słów - uciekają ci spację. ZAWSZE robimy je między słowami, a przy znakach interpunkcyjnych w takim układzie: słowo znak interpunkcyjny spacja słowo
  • awatar Forever with dogs ♥: Extra!! Czekam na więcej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej !
Przepraszam że post ostatni ukazał się 12 dni temu
Czasu brak.
~~~
-Nie wiem czy to dobry pomysł...-zaczął Chejron ale Piper weszła mu w słowo.
-Postradałaś zmysły !-wrzasnęła próbując użyć czar mowy , ale słabo jej to wyszło.
-Błagam zrozumcie. Jestem tutaj zagrożeniem. Nie chce żebyście prze ze mnie cierpieli z powodu głupich...-nie skończyłam swojej wypowiedzi bo zapadłam się pod ziemie. Spadając próbowałam się uspokoić , tak żeby móc zatrzymać się w powietrzu. Udało się na szczęście. Wisząc nie wiadomo gdzie spojrzałam do góry. Brak dziury przez którą wpadłam zaniepokoił mnie lekko. Nagle usłyszałam krzyki i odruchowo poleciłam żeby ten kto je wydawał zatrzymał się tak jak ja. Zapaliłam ogień w dłoni i podleciałam do źródła hałasu.
-Jak dobrze że to ty tutaj wpadłaś.-powiedział Leo.-To znaczy... nie chodziło mi o wiesz... Dobrze że nas uratowałaś.
-Nas ?
-Tak nas.-potwierdzili Percy i Annabeth.
-Wiecie co , może poszukamy lepszego miejsca na pogawędki niż ogromna przepaść.
***
-Nie możliwe , przecież musieliśmy tutaj jakoś wpaść.-zaczęła Annabeth. Siedzieliśmy wszyscy czworo na jakiejś kamiennej półce. Po środku płonęło małe ognisko , które wykonałam własnoręcznie.
-Masz rację. Nie mogliśmy wpaść tutaj od tak.
-Wiecie gdzie możemy teraz być ?-zapytał Percy.
-Nie mam pojęcia. Nie jesteśmy w Podziemiach , to wiem na pewno.
-W takim razie gdzie ?
-Jesteście w Królestwie Zapomnianych moi drodzy.-wyjaśnił jakiś niski męski głos. Z cienia wyszedł starzec mógłby mieć z czterdzieści lat ? Jego szpakowate siwe włosy odgarnięte były do tyłu , a jego peleryna w cętkowane zielone plamy zasłaniała niską posturę przybysza.
-Kim jesteś ?
-Jestem Halt. Bóg Zwiadowców. Olimpijczycy i ludzie zapomnieli o mnie. Więc trafiłem tutaj. Do naszego mniejszego Olimpu.
-Jest was więcej ?
-Jest wiele pomniejszych bogów których nie docenia nikt. Żyjemy tutaj.-wskazał ręką na wąski korytarz ukryty w cieniu. Najwyraźniej musiał nim przejść. Jednocześnie dał znak żebyśmy za nim poszli. Prowadził nas ciasnym przejściem co i raz oświetlonym tlącą się pochodnią.
-Czy ty... to znaczy wy , nie prosiliście o pomoc no nie wiem na przykład Zeusa ?
-Zeus myśli że jeśli nie jesteś ważny jesteś niepotrzebny. Mu jest obojętne co dzieje się z mniejszymi bogami. Z resztą jak każdy na Olimpie.
-Wiesz co... ja jestem Dzieckiem Olimpu i tak nie myślę. Teoretycznie mówiąc twoje zdanie jest mylne.-powiedziałam uśmiechając się do niego. On tylko parsknął.
-Gdzie zmierzamy ?-spytał Leo schylając się żeby nie dostać w głowę niskim sufitem.
-Do mojego domu.
~~~
Wkręciłam Halta w swoją opowieść xD
Uwielbiam Zwiadowców , dlatego fajnie mieć boga Halta

/Fantazyjna Zuza
  • awatar With a little Mist...: Złotko, pięknie piszesz i ten rozdział był cudny tak jak wszystkie inne, ale mogę wiedzieć czemu 40-latka nazwałaś starcem. Dziewczyno to jest kwiat wieku.
  • awatar Mia ^^: Witaj w klubie miłośników zwiadowców!!! :-)
  • awatar Suzi, Psiara ;**: Wow! Rozdział jest super, ale muszę się wtrącić, ponieważ w, niektórych zdaniach zapominasz przecinków lub wstawiasz je we niewłaściwym miejscu. Nie obraź się, ale zwracaj na to uwagę :) Genialny pomysł z Bogiem Zwiadowców ^^ Czekam na kolejny rozdział i też kocham czytać Zwiadowców ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej !
Sorka że ostatni wpis był 5 dni temu

~~~
Gdy wszystko wytłumaczyłam Percy 'emu i Annabeth jeszcze przez chwilę wpatrywali się we mnie.
-To źle... bardzo , bardzo źle... Jesteś teraz naprawdę cenna i trzeba uważać bo potwory zrobią wszystko żeby cię...
-Zamknij się.-rzuciła Percy 'emu jego dziewczyna.
-Jestem tego świadoma. Nie mogę was narażać na ataki. Przeze mnie nie będzie tu już bezpiecznie dlatego muszę się udać w podróż.-już Annabeth chciała coś powiedzieć ale dokończyłam.-Sama.
-Nie możesz opuszczać obozu ! Kiedy tam wyjdziesz zabiją cię od razu. Nawet nie jesteś uznana.-uśmiechnął się Percy z powodu genialnego argumentu dotyczącego uznania.
-Tato ? Mógłbyś mi pomóc ?-zwróciłam się do szanownego Zeusa. Jakby w formie odpowiedzi nad moją głową pojawił się piorun z zielonkawej mgły.
-Zadowoleni ?-spytałam próbując pozbyć się z nad głowy mgiełki.
-Okeeeej... Ale i tak nie możesz iść sobie tak po prostu.
-Właśnie. Jestem pewna że potwory jeszcze nie ogarnęły że...-wielki huk przerwał wypowiedź córki Ateny. Szybko udaliśmy się zobaczyć co wywołało ten straszny hałas. Dobiegliśmy do grupki herosów którzy pokazywali sobie coś palcami. Przy drzewie Thalii krążył trzy metrowy stwór. Był strasznie dziwny. Głowę miał lwią. Ciało kozie , a ogon wił się jak wąż. Nie zaraz... to był wąż !
-Chydra !-krzyknął jakiś chłopak po czym skoczył za beczkę. Każdy dookoła chwytał za łuki , włócznie i miecze. Wiedzieli pole które chroniło obóz może w każdej chwili się zepsuć. Pole było zależne od kawałka materiału.
-STOP ! POCZEKAJCIE !!!-krzyknęłam. Każdy zawahał się na chwilę. Wiedziałam że to moja wina. Narażam tych biednych ludzi na ataki ze strony niedorozwiniętych stworów. Dopóki ja tu jestem nikt nie jest bezpieczny. Podbiegłam do granic. Za mną słyszałam krzyki żebym wracała.
-Ej ty !-machnęłam ręką w stronę potwora.
-Co ?-spojrzał na mnie pytająco.
-Rozumiem co mówisz ! Ale czad !-klasnęłam w dłonie.
-Szukam Lucy. Muszę dostarczyć ją do mojego pana. Prosił o szybką interwencję. Znasz ją może ?
-Niestety nie. Ale wiem gdzie jest !-ułożyłam sobie już swoją wypowiedź.-Mieszka na skwerze imienia trzydziestego lutego... No wiesz taki domek pod wodą.
-Dziękuje !-wyszczerzył kły w formie uśmiechu i podreptał w przeciwną stronę.
-Co za tempak.-wsadziłam ręce do kieszeni i wróciłam do przyjaciół. Chejron stał przy Annabeth i Percy 'm. Przylecieli jeszcze Leo i Piper.
-Czy ty właśnie ucięłaś sobie pogawędkę z potworem ? Słyszeliśmy tylko jakieś Argw i Rawwr.-powiedział Leo.
-Chejronie.-zwróciłam się do instruktora pomijając zdziwienie wszystkich.-Proszę o pozwolenie na samotną wyprawę.
~~~
Kolejny odc , niedługo !

/Fantazyjna Zuza
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć !
Wybaczcie 3 dni nieobecności , brak weny
~~~
Siedząc tam razem z Annabeth i Chejronem wszystko pojęłam jakby ktoś mnie oświecił. Nagle zrobiło mi się czarno przed oczami i nie wiedzieć czemu upadłam na podłogę. Kiedy otworzyłam oczy byłam w jakiejś wielkiej sali. Stałam kompletnie sama , a przede mną znajdowały się trony. Dokładnie nie jestem pewna ile ich było. Ale to nieistotne. Usłyszałam grzmot i do sali weszli bogowie. Czułam ich boską moc która udzieliła się chyba wszystkim przedmiotom w pomieszczeniu. Ryby w wielkim akwarium zaczęły żywiej pływać , kwiaty w donicach przybrały ładniejszy kolor zieleni , i wszędzie było można czuć przepiękny zapach perfum. Zanim się obejrzałam wszyscy zajęli miejsca na tronach i wyczekująco gapili się na mnie.
-Em... dzień dobry ?-zaczęłam nie pewnie kompletnie oszołomiona.
-Dzień dobry.-wyszczerzył do mnie zęby w uśmiechu młody chłopak. Mógł mieć jakieś szesnaście lat.
-Apollo , nie strasz jej. Wyglądasz jakbyś chciał ją zjeść.-rzuciła kpiącym tonem kobieta z łukiem. Wyglądała jakby szykowała się na polowanie.
-Bardzo śmieszne siostruś.-powiedział w wetknął sobie słuchawki do uszu.
-Oh... wybaczcie...-skłoniłam się niezdarnie.
-Nie przejmuj się formalnościami.-uśmiechnął się mężczyzna. Ubrany był w hawajską koszulę i spodnie trzy-czwarte. Na głowie nosił dziurawy słomiany kapelusz , a na nogi włożył klapki.
-Posejdon ma rację. Widzę że kompletnie nic nie pojmujesz prawda ?-spytał facet w białym garniturze. Siedział trochę wyżej niż inni.
-Nie pojmuje tylko tego , dlaczego tu jestem. Umarłam ?
-Wtedy trafiła byś do mnie.-uśmiechnął się gość w czarnych ciuchach. Miał oliwkową skórę podobnie jak Nico.
-Nie umarłaś. Jesteś tu po to żeby poznać prawdę. Widzisz , wiesz już że jesteś Dzieckiem Olimpu. Uznaliśmy wszyscy tutaj , że to ja będę twoim ojcem. Ale dostałaś od każdego z nas dary.
-Jestem jakby takim robotem z wszystkimi funkcjami ?
-Lubię tą małą !-klasnął w dłonie pulchny i brodaty mężczyzna. Zapewne Hefajstos.
-Dokładnie. To znaczy nie jesteś robotem , ale masz zdolności każdego z nas.
-Dziękuje wam bardzo... Em rodzinko ?-spytałam. Każdy popatrzył się na mnie ze zdziwieniem w oczach.-Tak czy inaczej dziękuje. Mogę już wrócić , em... no wiecie na ziemię czy gdzie tam jestem ?
-Wierzymy w ciebie. Nie zawiedź nas. Masz do odegrania ważną role w tej sztucę.-rzuciła ostro kobieta o szarych oczach.
-Oczywiście Ateno.-uśmiechnęłam się mimowolnie. Ukłoniłam się i spojrzałam ostatni raz na wszystkich. Apollo siedział i słuchał jakieś piosenki zapewne ,,Baby,, Justina Bibera bo śpiewał sobie ją pod nosem. Artemida sprawdzała czy cięciwa na łuku jest odpowiednio naciągnięta. Nawet Dionizos patrzył się na mnie i być może uśmiechnął się. Znów zrobiło mi się czarno przed oczami a gdy je otworzyłam nie widziałam już swojej kochanej rodziny. Widziałam pochyloną Annabeth i Percy 'ego nad moim łóżkiem.
-Ile spałam ?-spytałam wychodząc z łóżka. Percy i Annabeth spojrzeli po sobie zdziwieni.
-Jakieś trzy może cztery godziny.-wywnioskowała dziewczyna.
-Że co ?! Nie było mnie tylko kilka minut...-urwałam bo widziałam ich zdziwione miny.
~~~
Fajny ? Mam nadzieje że tak. Piszcie opinię :3
/Fantazyjna Zuza
  • awatar Gość: hahahaha nie no apollo słuchający jastina bibera mnie rozwala hahahaha xD
  • awatar Dziewczyn(k)a w Glanach: Opowiadanie jest super, czekam na następny rozdział. Nie powiem, bardzo mnie zaciekawiłaś. Apollo słuchający "Baby"? Ok :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hejcia !
Chciałam was się spytać czy podoba wam się moje opowiadanko ?
Może chcielibyście żebym zmieniła fabułę ?
Jestem otwarta na waszą krytykę i propozycję :3
Więc piszcie śmiało

/Fantazyjna Zuza
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej !
Okej teraz chyba będą często rozdziały bo mam wenę xD !

~~~
Lucy
Miałam przedziwny sen o jakimś chłopaku. Miotał ogniem i patrzył się na mnie błagalnym wzrokiem. Widziałam go przez mgłę. Powiedział ,,Pomóż mi,,.
Obudziły mnie czyjeś rozmowy. Otworzyłam oczy. Przede mną stały cztery osoby. Dwóch chłopaków , i dwie dziewczyny. Oh tak pominęłam jedną sprawę... przy nich siedział PIEKIELNY OGAR !
-Kim jesteście ?!-krzyknęłam zrywając się na nogi i wymachując moją metalową bronią w ich stronę. Stęknęłam ciężko , bo rana na kostce była straszna.
-Usiądź jesteś ranna.-powiedziała blondynka o szarych oczach. Podała mi coś do picia i pigułkę. Nie miałam niczego w ustach od jakiegoś czasu więc rzuciłam się na marny posiłek.
-Annabeth ja nie wiem czy to dobry pomysł...-powiedział chłopak o czarnych włosach trzymający rękę blondynki.
-Zamknij się Glonomóżdżku.-warknęła Annabeth. Od razu zrobiło mi się ciepło. Rana na kostce zniknęła , a kość w nadgarstku zaczęła się powoli zrastać. Podniosłam się.
-Słuchajcie , nie wiem kim jesteście. Nie wiem czego chcecie ale uwierzcie nie mam nic. Dzięki za te magiczne jedzonko i w ogóle. Uciekłam z domu , nie wiem gdzie jestem. Więc jakbyście mogli puścić mnie wolno nie znęcając się nade mną było by miło.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Wyluzuj.-powiedział chłopak o latynoskich rysach. Był ubrany w pomarańczową koszulkę z jakimś napisem. Reszta była podobnie ubrana.
-Leo miał na myśli że nie chcemy ci zrobić krzywdy.-sprostowała dziewczyna z piórami orła we włosach.
-Piper ma rację. Percy zaprowadźmy ją do Chejrona.-poprosiła chłopaka o czarnych włosach. Kiedy Percy wyciągnął do mnie rękę złapałam ją szybko i przerzuciłam przez plecy. Upadł z łoskotem uderzając plecami o ziemie.
-Najpierw wyjaśnienia.-powiedziałam. Wszyscy byli zdziwieni , a najbardziej Percy.
-Em... jesteśmy herosami i...-zaczął Leo.
-Cicho Valdez.-machnęła ręką Piper. Chłopak zrobił ten sam wyraz twarzy co w moim śnie. Muszę z nim pogadać ale to potem.
-Widzisz że ją stresujesz.-dokończyła Annabeth. Brzmiało to jakby chciała powiedzieć ,,Chłopcy to idioci,,.
-Spokojnie nikt mnie nie stresuje. Wierzę wam. Mam ostatnio bardzo dziwne sny... Potrzebuje pomocy.-powiedziałam ze spokojem. Piper i Annabeth wymienili spojrzenia.
-A więc idziemy do Chejrona.
***
Usiadłam wpatrując się w człowieko-konia.
-Zacznij od początku.-poprosiła Annabeth opierając się o parapet krzyżują ręce na piersi. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać o dziwacznych snach przed ucieknięciem z domu. Potem wszystkie potwory które zabijałam. I jeszcze coś...
-Dostałam od mamy amulet... Jak byłam mała. Powiedziała ,,Wiesz co masz robić,,. A po kilku dniach umarła. Tyle że to była zastępcza matka... Prawdziwej matki i ojca nie znałam od... zawsze.-dokończyłam. Nikt się nie odzywał. Annabeth wbiła wzrok w podłogę. Chejron chwilę patrzył się na stertę książek.
-Nie będę owijał w bawełnę. Powiem prosto z mostu.-zaczął Chejron.-Należy ci się prawda. Jesteś osobą z przepowiedni...
-Chejronie , pozwolisz ?-spytała Annabeth przerywając jego rozmowę. Skinął głową.
-Ostatnio dostałam od Wyroczni przepowiednie. Powiedziała mi :

Dziecko Olimpu pojawi się w lecie,
Wcześniej żyło w normalnym świecie.
Pokolenia błogosławionych połączyć się muszą,
Bo inaczej potężne złe moce dobro zduszą
Jeżeli im się zmartwychwstałych pokonać nie uda,
Zapanuje zło i obłuda.

To chyba mówi samo za siebie.-przerwała.
-Nie rozumiem.-powiedziałam recytując w głowie słowa przepowiedni.
-Masz sny w których widzisz jak inni bogowie pochylają się nad kołyską i dyskutują. Oraz o siedmiu herosach.-spojrzał na Annabeth. Naraz wszystko zaczęło się układać w jedno.
~~~
Ciekawi następnego rozdziału ? ^^

/Fantazyjna Zuza
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej !
Coś mnie naszło na napisanie wam opowiadania :3
Oczywiście opowiadanie będzie o herosach
Wiem zanudzę was tym , ale ja się cieszę xD

Lucy

Uważam ten dzień za NAJGORSZYM dniem mojego życia. Nie dość że uciekłam z domu to od tamtej pory ścigały mnie wszelkie potwory. Zabijałam ich jeden po drugim. Cyklopy , piekielne ogary , dwugłowe węże. Przecudowne hobby prawda ?
-Co tutaj się dzieje ?-spytałam samą siebie. Szłam właśnie przez las. Wspinałam się na pagórek. Pół godziny temu zgubiłam mojego kolejnego przeciwnika. Ten potwór był inny niż wszystkie. Wytrzymały na ciosy. I co gorsza spodziewał się każdego mojego ruchu. Po zderzeniu jego wielkiej łapy z moją ręką została tylko złamana kość nadgarstka , ale ją olałam. Nie mam na to czasu.
-Arrrrrr !-zawarczało coś w oddali. Bosko , dogonił mnie. Teraz biegłam na oślep. Było mi wszystko jedno co się ze mną stanie. Wycieńczona , spocona i poharatana dobiegłam do wielkiej sosny.
-Arrrr !-zawył potwór. Był coraz bliżej , aż nagle wyskoczył z krzaków. Żelazny pręt który znalazłam na wysypisku śmieci nie załatwi tu sprawy. W świetle księżyca potwór wyglądał niewyraźnie. Wiedziałam tylko że był ogromną kupą futra i cuchnął obrzydliwie. Kiedy pochylił się żeby zaszarżować spostrzegłam że nie ma jednego rogu. W moim umyśle zaczął kształtować się mały plan.
-Słoniu , tu jestem !-machnęłam ręką gwałtownie. Najwyraźniej określenie ,,Słoń,, nie przypadło mu do gustu. Od razu skoczył na mnie. Ja trafiłam go prosto w ranę gdzie powinien być drugi róg. Metalowy pręt utknął w cielsku potwora a ja wsiadłam mu na kark.
-Rodeo ! Ha , ha !-prowadziłam go dosyć łatwo. Skierowałam jego głowę prosto w drzewo i... BUM ! Potwór zmienił się w kupkę piasku. Popatrzyłam po sobie. Hmm... chyba wszystko zostało nie naruszone. Zrobiłam krok do przodu i to był błąd. Od razu zatoczyłam się u upadłam na trawę. Popatrzyłam na krwawiącą kostkę. Najwyraźniej potwór dosięgnął mnie pazurem. Resztkami sił dowlekłam się do drzewa. Na wysokości korony drzemał sobie smok pilnujący jakiegoś materiału a więc postanowiłam go nie budzić. Oparłam się o pień i spróbowałam zasnąć.

~ ~ ~
To na razie tyle. Chyba całkiem nieźle co ? ^^
Piszcie w komach

/Fantazyjna Zuza
 

 
Hejo !
Jak widzicie usunęłam stare wpisy. Zmieniłam też tematykę bloga. Od teraz będzie o wszystkim
Hmm... taki wygląd bloga wam odpowiada ? Mi się nawet podoba , a szczególnie tło z Czarownicą <3 ^^
Ok do zobaczenia
/Fantazyjna Zuza
  • awatar Suzi, Psiara ;**: Powodzenia w blogowaniu i super zmiany :d
  • awatar locus: Od jakiegoś czasu śledzę twojego bloga i muszę przyznać, że rozwija się bardzo ciekawie. Gratulacje!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›